Łopianowy balsam do włosów Elfa Pharm

Jak wiadomo nie od dziś, przeceny w Rossmannie są świetnym pretekstem do wypróbowania rzeczy, na które już od dawna się zasadzaliśmy. Jednym z takich produktów była dla mnie maska łopianowa firmy Elfa Pharm – zdecydowanie znajduję się w grupie docelowej, na którą sformułowania takie jak “aktywator wzrostu” czy “odbudowujący” działają pozytywnie. Nie musiałam jednak długo czekać – raptem do najbliższego mycia – aby owa odżywka stała się w moich oczach specyfikiem co najmniej kontrowersyjnym.

Skład

Zacznijmy od rzeczy podstawowej, czyli składu. Jak można zauważyć, jest on przebogaty w ekstrakty roślinne, w tym z liścia pokrzywy, korzenia łopianu czy nasienia łubinu. Zaczynają się one już wysoko w składzie, co dodatkowo świadczy o ich wysokim stężeniu. Pod tym względem balsam jest lepszy w składzie od niejednej wcierki, co rzeczywiście może wskazywać na jego pozytywny efekt na wzrost włosów.

Z drugiej strony, takie bogactwo ziół niekoniecznie dobrze wpływa na długość włosów, gdyż może tutaj wykazywać działanie wysuszające – zwłaszcza biorąc pod uwagę zdecydowaną dominację ziół nad olejami.

Niestety, na końcu pojawia się aż osiem substancji konserwujących, jednak przy takiej ilości ekstraktów roślinnych jest to zupełnie spodziewane.

Największym minusem składu jest tutaj obecność Triceteareth-4 Phosphate, czyli emulgatora należącego do grupy PEG i PPG. Do ich produkcji wykorzystywany jest tlenek etylenu – szkodliwy, rakotwórczy gaz. Może w nich również pojawić się zanieczyszczenie również rakotwórczym dioksanem (eterem).

Aqua, Cetearyl Alcohol, Urtica Dioica Leaf Extract, Propylene Glycol, Behenamidopropyl Dimethylamine, Arctium Lappa Root Extract, Persea Gratissima Oil, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Hydrolyzed Soy Protein, Panthenol, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Hydrolyzed Keratin, Niacinamide, Medicago Sativa Leaf Extract, Polygonum Multiflorum Root Extract, Centella Asiatica Leaf Extract, Ligusticum Chuaxiong Root Extract, Serenoa Serrulata Fruit Extract, Glycerin, Trifolium Pratense Flower Extract, Ruscus Aculeatus Root Extract, Capsicum Annuum Fruit Extract, Equisetum Arvense Leaf Extract, Angelica Acutiloba Root Extract, Thymus Vulgaris Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Triceteareth-4 Phosphate, Lactic Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Benzoic Acid, Potassium Sorbate, DMDM-Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Linalool

Zapach i konsystencja

Intensywnie ziołowa woń odżywki uderza w nozdrza od razu po otworzeniu wieczka. Nie jest ona nieprzyjemna, ale do subtelnych również nie należy J Natomiast jeżeli chodzi o konsystencję, przypomina bardziej szampon niż maskę, jest stosunkowo rzadka i wodnista.

Wydajność

Tutaj niestety znowu lekkie rozczarowanie, gdyż po aplikacji na średniej długości włosy zużyłam… prawie połowę opakowania. Muszę jednak od razu dodać, iż jestem tą osobą, która nakładała maskę niczym szpachlą – tak, aby spod jej warstwy nie było właściwie widać włosów. Poza tym mam ich całkiem sporo, co dodatkowo zwiększa zużycie.

 

Używanie i działanie

Z powodu ilości ziół, odżywka nie naje efektu pełnego nawilżenia i „śliskości” na długości włosów. Jednak, jako że produkt (podobno) posiada również aktywator wzrostu, postanowiłam nałożyć go również na skórę głowy. Efekt? BANG! Strzał w dziesiątkę. W końcu odkryłam, o co w tej odżywce, tak naprawdę, chodzi. Muszę przyznać, że jest to chyba jak na razie najlepszy kosmetyk, który stosowałam w ten sposób. Wcześniej była to m.in. drożdżowa maska Babci Agafii, jednak była ciężka w spłukiwaniu i włosy często się po niej przetłuszczały.

Balsam nakładam stosunkowo grubo na skórę głowy i włosy w jej okolicach, zostawiam przeważnie na 5 minut, jeśli mam więcej czasu – nawet na 20. Już po chwili od nałożenia czuć delikatne mrowienie połączone z chłodzeniem (czyżby to oznaka działania aktywatora…?).  W trakcie lubię wykonywać delikatny masaż – wierzę, że pomaga to we wchłanianiu składników i stymulowaniu wzrostu. Na tę część głowy nie potrzebuję zbyt dużej ilości, więc wydajność przestaje być tutaj aż takim problemem. Po spłukaniu samą tylko wodą (byle dokładnie!), włosy są tak gładkie, puszyste i odbite u nasady. Brak obciążenia, przetłuszczenia, są po prostu idealne. Oczywiście, są to moje osobiste wrażenia, u każdego efekty mogą być inne. Jednak, jeżeli chodzi o pielęgnację włosów u nasady, z czystym sercem mogę polecić właśnie ten produkt, gdyż na rynku jest ich, według mnie, naprawdę niewiele.

Macie zamiar wypróbować ten balsam? A może już mieliście okazję? Jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń 🙂

 

8 Replies

  • Tego balsamu nie miałam, ale mam szampon z tej serii 🙂 Ogólnie jest fajny, ale trochę mam ponim sztywne włosy 😛

  • Ciekawe 🙂 ja może nie, ale mój mąż powinien wypróbować bo ostatnio płacze, że ma coraz mniej włosów 😀

    • To polecam również masaż skóry głowy (np. grzebieniem albo nawet szczotką) i wcierki, np. maść końską! 🙂

  • Bardzo mnie zaintrygowałaś tym produktem, ale w hasła typu “aktywatro wzrostu”, po prostu nie wierzę (tak jak w “molekuły higieny” 😀 ). Wolałabym, żeby producent jasno powiedział który składnik i jak wpływa na włosy, ze rosną one szybciej i już 🙂

    • To prawda, ja co prawda lubię w nie wierzyć, nawet jeżeli to tylko chwyt marketingowy (liczę chociaż na efekt placebo) :’) W tym przypadku myślę, że liczne zioła i właśnie ten olej łopianowy mogą przyczyniać się do ewentualnego przyspieszenia porostu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *